MtbCrossMaraton - Zagnańsk

Niedziela, 24 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria RR 2.1, zawody : )
Numer startowy na ten sezon: 379
Dystans: FAN - 52km
Licznik: 52,26km
Czas: 1:58:08
Licznik: 1:58:03
Miejsce w kategorii (MJ): 6/19
Miejsce OPEN: 26/187
Czas zwycięzcy OPEN: 1:45:30 - (Kowalczyk Michał - OSSM Kielce)
Czas zwycięzcy w MJ: 1:45:30 - (Kowalczyk Michał - OSSM Kielce)

Miejsca w MJ:
1. Kowalczyk Michał - 1:45:30 - OSSM Kielce
2. Gorzelak Konrad - 1:51:11 - OSSM Kielce
3. Żuraw Marcin - 1:56:17
4. Karbowiński Kamil - 1:57:08
5. Dominik Łoboda - 1:58:08 - Dek Meble
6. Mój czas - 1:58:08
7. Lipiński Tomasz - 1:58:21 - Tytan Radom
8. Mastelarz Mateusz - 2:02:33 - Whistle Team
9. Michał Chmielewski - 2:03:28 - AFOR MTB Team
10. Sebastian Opoka - 2:07:29

Pobudka rano, znowu niewyspany po 4 godzinach snu. No cóż, zazwyczaj chodzę spać późno, więc ciężko usnąć, a do tego dochodzi adrenalina przedstartowa, obmyślanie techniki i inne rzeczy, o których ciężko przestać myśleć.
Rano wstaliśmy spakowaliśmy się i o 8.40 podjechaliśmy po Pawła.
Już trochę późno..
10.15 jesteśmy na zalewem Umer. Większość miejsc już zajętych.
Parkujemy niedaleko obitego Volvo. Najpierw do biura zawodów załatwić formalności. Przy rejestracji czipa dostaje od razu informację, że sprawa sektora została wyjaśniona i jestem w nim.
Mi jednak wychodziło, że mam 281pkt,a na kartce widniała liczba 270..
Okazuję się również, że Pawła nie ma w sektorze. Nie było go na Pińczowie z powody choroby, opłatę mu przełożyli na Zagnańsk, a Pińczów wpisali jako nieukończony ..
Idziemy się przebrać i zdjąć rowery. Na rozgrzewkę zostało 5 minut ..
Do sektora przepychałem się z końca, bo nie zauważyłem, że wchodzi się w drugiej strony ..
Start 2 kilometrowym asfaltem i zaraz zanim podjazd wąskim gardłem z błotem ..
Tam już byłem sporo z tyłu, w grupie która wprowadzała ; (
Później po szutrach i pożarówkach.
Spory kawałek jak się okazało jechał za mną Andrzej Urmel ze WsółSportu.
Przed podjazdem asfaltowym słyszę, że ktoś daje mi zmianę.
Puszczam i jadę za nim. Jednak prędkość jest za niska by wyjechać z "dwójki" na przyzwoitej kadencji, więc wyrywam do góry lewą stroną.
Jakieś 300metrów przed sobą widzę dwójkę kolarzy.
Powoli ich doganiam na zjeździe z dziurawym asfaltem
pijąc z bidonu przy prędkości 55km/h : )
Doganiam ich, a zaraz równiż zawodnik ze wsółsportu.
Mówi, że nie ładnie Mastersowi uciekać na podjeździe.
Dwójką dogonionych okazuję się:
- M1 - Cząstka Michał na Whistle-u
- M4 - Wożniak Andrzej na Boplight-cie.
Mastersi nas uspokajają, żebyśmy jechali równo i że dogonimy przód.
Idziemy po zmianach.
Po kolejnym z bufetów próbuje uciec i gonić samotnie,
jednak Ci z przodu byli za daleko, więc poczekałem na grupę.
Po chwili w czwórce doganiamy zawodnika na Radonie - M2 Paweł Duźniak.
Teraz mamy już wszystkie kategorie poza najmłodszą i najstarszą.
Gonimy dalej po kamieniach...
Później błoto jakieś 5km przed metą. Jechałem pierwszy i źle skręciłem,
przez co na błota wjeżdżam 3 z naszej grupy i muszę przedzierać się
przez kałuże, które były długie i błotnisto-ilaste..
Gdy już wyjeżdżamy z błota uciekam z Andrzejem z M4.
Jednak nie chce mi on dać zmiany więc ciągnę dalej na przodzie.
Na ostatnim podjeździe przed zjazdem w lesie widzę grupkę z przodu.
Postanawiam zaatakować. Doganiam Tomasza Lipińskiego
i wyprzedzam go przed samym leśnym zjazdem.
On również jedzie w kategorii MJ.
Na zjeździe uciekł mi przód i mało nie wpadłem na któreś z drzew.
Tomek pyta się czy wszystko ok i gonimy nadal na dół.
Hamulce na wykończeniu po 11kkm na v-ce,
więc hamowanie już nie to co nowe klocki.
Po tej utracie przyczepności gdzieś dostałem uderzenie na palce
i miałem problemy z hamowaniem przodem..
.. a przez następne dwa dni boli mnie jeszcze lekko prawy nadgarstek.
Na zjeździe na asfalt mam jakieś 150metrów przewagi.
Rura do mety. Niestety z powodu późnego przyjazdu nie znam przebiegu finiszu,
więc jadę wolniej niż reszta, hamując przed ostatnim przejazdem..
Do tego na jednym z zakrętów wylatuje poza tor jazdy i przejeżdżam pod taśma,
nic jednak na tym nie zyskując.
Na tym płaskim zaciągnął się łańcuch i straciłem dwie pozycje..
Jedną wiedziałem, że tracę, ale to była pozycja w Open więc mniej ważna,
na rzecz Cytryńskiego Maćka z M2.
Patrząc jednak niedawno za siebie wszyscy byli daleko..
Okazało się, że za mną jedzie jednak jeszcze Dominik Łoboda z MJ..
Nie wiedziałem o tym i przy ataku 5 metrów przed metą nie mam już miejsca
by przyspieszyć, gdyż miał większą prędkość, w chwili gdy go zauważyłem..
Meta wąska więc jeszcze mnie zblokowali z obu stron i przegrałem długość rogów..
Czas jednak ten sam..
Organizator po przedstawieniu sytuacji uznał, że będą dwa piąte miejsca : )
Wygrałem Brunox Turbo Spray 25ml
Niby nic, ale nagroda pocieszenia jest : )
Przegrałem z nim mając 57sekund przewagi na punkcie kontrolnym..
Łańcuch ...
No cóż, trzeba trenować za miesiąc Suchedniów : )
Miejsca mojej grupki:
Andrzej M4 - 27 - 1:58:20
Paweł M2 - 29 - 1:58:55
Michał M1 - 32 - 1:59:24
Andrzej M3 - 38 - 2:00:58

Tomek Lipiński MJ - 28 - 1:58:21
Paweł M2 - 41 - 2:02:26

Czy maraton udany? Myślę, że tak.
Jednak ten łańcuch pozostawia pewien niesmak..
Opony też trochę przepompowane, jakieś 2,5 i 2,7, bo miało być szybko.
U mnie pożarówki są bardziej piaszczyste niż kamieniste jak tam..
Rozmawiałem jednak z Dominikiem i też mówił,
że nie mógł złapać rytmu na tych kamieniach
i też miał pod 3 bary ciśnienie ..

Cóż noga nie podawała tak jak na Pińczowie.
Do tego zawodnicy też dali popalić: Mróz, CCC, OSSM.

Cóż, trzeba trenować do następnego i liczyć na coś wyżej : )

Komentarze (0)

Nie ma jeszcze komentarzy.
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa emius

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]