Z rana zmienione opony wraz z Kacperem.
Przód - RR 2.25 -> Gato 1.9
Tył - Kojak 1.35 -> RR 2.25
Kacprem - Slicki - > Traktory
O 16.10 u Michała pod domem ruszamy z lekkim wiatrem w plecy, jest ok, puls niziutki. Na Golejów przez las. Później przez trasę zeszłorocznego wyścigu i w stronę klasztoru. Nawet sucho, oczywiście ja zachowawczo na kamyczkach po ostatniej glebie ; (. Za klasztorem, na ławeczkach 5 minut odpoczynku i szybka decyzja, że jedziemy w stronę Szczeki. Wspomnieliśmy z Kacprem jak w pierwszej gimnazjum jeździliśmy do Szczeki przez jakieś pola, prowadząc rowery po pół godziny :). Jadąc tam co chwilę zwalnialiśmy bo kałuże, tylko Michał szedł przez nie szybko. Później spokojnie podjazd w Szczece, i pożarówka w stronę Strózek. Później szybko decyzja, że jedziemy dalej bo Wisła niedaleko. PRzejchaliśmy przez jaieś spore błoto i wyjechaliśmy w Tursku Małym, jakieś 1,5km od Wisły, chociaż mi wydawało się, że jest więcej wspominając niedawną
wycieczkę z Kubą do Zadusznik. Dojechaliśmy do Wisły, tam umyłem sobie ładnie buty i nogi. Posiedzieliśmy chwilę, pogadaliśmy i poszliśmy się pobawić łódkami stojącymi obok. Były one przywiązane na linie, około metra od brzegu, dryfując sobie. Przyciągnąłem ją, i wszedłem na nią po chwili, a Michał ją trzymał, cobym nie odpłynął. Zebraliśmy się zaraz i w stronę do którego było dalej niż nam się wydawało - około 5km. Później przeprowadziłem ekipę przez Połaniec i w stronę domu, niestety tym razem pod lekki wiatr. Z Rudzie postanowiliśmy stanąć w sklepie. Kacprem wypił 2 oranżady, Michał jedną i puszkę Coli i zjadł loda. Posiedzieliśmy chwilę. Kacper zauważył, że ma laczka, więc trochę go podpompował, później czynił to jeszcze kilka razy. Obok na boisku grały jakieś dzieci. Wyjeżdżając z pod sklepu chciałem Michałowi pokazać jak fajnie się kręci jedną nogą w SPD w powietrzu i zaliczyłem glebę .. wprost w kałużę : ( Oczywiście leżąc zacząłem się śmiać, a cała reszta ze mnie : (. Na dodatek przechodziły jakieś dwie dziewczyny. Smiejąc się ze mnie, zaoferowały chusteczki, ale podziękowałem i pojechaliśmy dalej, bo wstyd jak nie wiem .. Noga cała w błocie. Pomknęlismy prosto w Rudzie i później przez las. W pierwszej większej kałuży się obmyłem : ). A później coraz większe tylko były, Michał sprawdzał za każdym razem głębokość jadąc pierwszy. Później już asfaltem. Pod sklepem w Rytwianach zmiana dziurawej dętki i jeszcze jedna oranżada. Powrót przez zakład handlu.
Ogólnie jazda bardzo udana, poza glebą, która pewnie będzie mi wypomina przez dłuższy czas : ). Puls niziutki według zaleceń lekkiego treningu, nie wiem czy aż nie za lekkiego. A dziewczyny znajdziemy na fejsbuku, w Rudzie dużo osób nie mieszka ; ).
Dzięki chłopaki za wspólną jazdę.




