Wpisy archiwalne w kategorii

>50km

Dystans całkowity:2647.06 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:107:20
Średnia prędkość:24.66 km/h
Maksymalna prędkość:66.10 km/h
Suma podjazdów:3079 m
Maks. tętno maksymalne:222 (107 %)
Maks. tętno średnie:162 (78 %)
Suma kalorii:60913 kcal
Liczba aktywności:41
Średnio na aktywność:64.56 km i 2h 37m
Więcej statystyk

lAS BLOTKO

Czwartek, 28 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria >50km, RR 2.1, Samotnie
cad przed wyciszeniem 91

deszcz

Poniedziałek, 18 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria >50km, Kojaki, Samotnie

Trening z Pawłem - > 3 szprychy mniej : )

Wtorek, 12 lipca 2011 · Komentarze(0)
O 17.15 wyjazd. Spotkaliśmy się na Pipale, niedaleko Barbary i na środku głównej ulicy zmienialiśmy pedały w dwóch rowerach. Szybka zamiana rowerami i 10 minut później jedziemy.
Do Golejowa spokojnie, przed odbiliśmy w lewo i kawałek po trasie rajdu, a później w stronę szczeki. Tam trochę przyspieszyliśmy, jedynie na kamieniach nieco wolniej po ostatniej glebie.
Później spacerowy sprincik od Rytwian do Szczeki, tam nawet sucho, a to dziwne. Później pożarówka i przed samym parkingiem w Stróżkach odbiliśmy w lewo.
Tam przejechaliśmy przez niezłe błoto, i tu Geax Barro Mountain pokazał, że nie ślizga się tak na boki jak Racing Ralph. Później okazało się, że strasznie szybko "rozbiera" się z błota, rzucając przy tym niemiłosiernie.Dojechaliśmy do jakiejś wioski i od razu w prawo, coby asfaltem nie jechać.
Później pechowy patyk.., a w zasadzie gałąź -> 3 urwane szprychy + dość mocna centra. Jedną sąsiednią również lekko wygięło. No to już mam koło bez 4 szprych bo wczoraj też jedną straciłem .
Wróciliśmy się do pierwszej większej leśnej drogi i za niedługo dojechaliśmy do asfaltu. Myśleliśmy, że wyjedziemy koło Połańca, a wyjechaliśmy w Rudnikach. Spokojny powrót ~28km/h standardowo przez Rude-Szczeke-Rytwiany-Pireneje. W Rudzie na haku za Pawłem coby koleżanek z ostatniej wtopy nie spotkać. Na szczęście ich tam nie było.
Jechało również dwóch młodych, jakieś 12 lat chłopaków, jeden z pro rogami ustawionymi pionowo, próbowaliśmy udawać zmęczonych, żeby na nas haku pociągnęli chwile, a później się pościgać jednak nie załapali haczyka.
Pirenejami dość mocno w górę.
Pod wiaduktem zamiana pedałów i Paweł pojechał do domu, ja zaś do Kurozwęk.
W drodze powrotnej spotkałem Dominika, który pytał się czemu mam taki brudny strój, odpowiedziałem, że po lesie jeździłem, a był on brudny jeszcze od pińczowskich pól ryżowych.
Po drodze zawitałem jeszcze do dziadka na działkę. Obciąłem urwane szprychy, zjadłem jabłko, chwilę posiedziałem i wróciłem do domu.
Po treningu zjadłem trochę makaroni z mięsem, a później pomagałem przy kiszeniu ogórków ^^

Jutro coś mocniej będzie dzisiaj jeszcze spokojnie po niedzielnym maratonie. Ogólnie widać, że forma się trzyma i jazda nawet ciężka sprawia mega frajdę. Trzeba się już szykować na następny maraton -> Zagnańsk - 24 lipca

Wrażenenia nt. jazdy Poisonem E605 by Paweł
Hm, ciężko to subiektywnie oceniać, gdyż inna geo i za krótka przejażdżka. Na pewno bardziej sportowa geo poprzez mostek na minus ale nie o tym mowa. Chciałem sprawdzić 3 części:
- Geax Barro Mountain -> na pewno lepiej się trzyma niż RaRa, ale wygrałbym ją dopiero jadąc w góry, a nie u siebie na nizinnych terenach, na co sama nazwa wskazuje. Opony nabite dość mocno + twardy Manitou Skareb, więc ciężko je ocenić obiektywnie. Z błota się oczyszczają szybko i rzucają niemiłosiernie, opory toczenia też spore, zostaje przy RaRa lub czymś równie szybkim. : )

- Avid Elixir CR 185/160mm -> Z przodu klocki dość mocno starte, więc i klamka się głęboko zapadała. Ogólnie jak to hydrauliki chodzi inaczej niż v-ka. Jakoś dla mnie dopóki pewnie bym się nie przyzwyczaił to wszystkie hydrauliki mają brak modulacji i w sytuacji kryzysowej mógłbym zrobić pięknego fikołka.

- Składaki na ZTR-ach i D711/D712 -> ciężko ocenić ze względu na opony. Trud jazdy wyrównał się z moimi dzięki oponom - opory. Piasta cyka głośniej niż moja, no i jakieś 700g mniej niż moje kloce - JoyTech + Alexrims X2100.

Nad Wisłę z Kacprem i Michałem : )

Czwartek, 7 lipca 2011 · Komentarze(0)
Z rana zmienione opony wraz z Kacperem.
Przód - RR 2.25 -> Gato 1.9
Tył - Kojak 1.35 -> RR 2.25
Kacprem - Slicki - > Traktory

O 16.10 u Michała pod domem ruszamy z lekkim wiatrem w plecy, jest ok, puls niziutki. Na Golejów przez las. Później przez trasę zeszłorocznego wyścigu i w stronę klasztoru. Nawet sucho, oczywiście ja zachowawczo na kamyczkach po ostatniej glebie ; (. Za klasztorem, na ławeczkach 5 minut odpoczynku i szybka decyzja, że jedziemy w stronę Szczeki. Wspomnieliśmy z Kacprem jak w pierwszej gimnazjum jeździliśmy do Szczeki przez jakieś pola, prowadząc rowery po pół godziny :). Jadąc tam co chwilę zwalnialiśmy bo kałuże, tylko Michał szedł przez nie szybko. Później spokojnie podjazd w Szczece, i pożarówka w stronę Strózek. Później szybko decyzja, że jedziemy dalej bo Wisła niedaleko. PRzejchaliśmy przez jaieś spore błoto i wyjechaliśmy w Tursku Małym, jakieś 1,5km od Wisły, chociaż mi wydawało się, że jest więcej wspominając niedawną wycieczkę z Kubą do Zadusznik. Dojechaliśmy do Wisły, tam umyłem sobie ładnie buty i nogi. Posiedzieliśmy chwilę, pogadaliśmy i poszliśmy się pobawić łódkami stojącymi obok. Były one przywiązane na linie, około metra od brzegu, dryfując sobie. Przyciągnąłem ją, i wszedłem na nią po chwili, a Michał ją trzymał, cobym nie odpłynął. Zebraliśmy się zaraz i w stronę do którego było dalej niż nam się wydawało - około 5km. Później przeprowadziłem ekipę przez Połaniec i w stronę domu, niestety tym razem pod lekki wiatr. Z Rudzie postanowiliśmy stanąć w sklepie. Kacprem wypił 2 oranżady, Michał jedną i puszkę Coli i zjadł loda. Posiedzieliśmy chwilę. Kacper zauważył, że ma laczka, więc trochę go podpompował, później czynił to jeszcze kilka razy. Obok na boisku grały jakieś dzieci. Wyjeżdżając z pod sklepu chciałem Michałowi pokazać jak fajnie się kręci jedną nogą w SPD w powietrzu i zaliczyłem glebę .. wprost w kałużę : ( Oczywiście leżąc zacząłem się śmiać, a cała reszta ze mnie : (. Na dodatek przechodziły jakieś dwie dziewczyny. Smiejąc się ze mnie, zaoferowały chusteczki, ale podziękowałem i pojechaliśmy dalej, bo wstyd jak nie wiem .. Noga cała w błocie. Pomknęlismy prosto w Rudzie i później przez las. W pierwszej większej kałuży się obmyłem : ). A później coraz większe tylko były, Michał sprawdzał za każdym razem głębokość jadąc pierwszy. Później już asfaltem. Pod sklepem w Rytwianach zmiana dziurawej dętki i jeszcze jedna oranżada. Powrót przez zakład handlu.

Ogólnie jazda bardzo udana, poza glebą, która pewnie będzie mi wypomina przez dłuższy czas : ). Puls niziutki według zaleceń lekkiego treningu, nie wiem czy aż nie za lekkiego. A dziewczyny znajdziemy na fejsbuku, w Rudzie dużo osób nie mieszka ; ).
Dzięki chłopaki za wspólną jazdę.