Najpierw miały być Kielce ; ) Wstałem 10, a o 10 mieliśmy jechać, ale upał niezły. 12.30 w największy skwar pojechałem na działkę. Tempo spokojne avg ~24,3, avg HR ~124 Na działce umyłem rower i strój + prace ziemne ; ) O 19 na chwilę na chańczę się przejechać toteż srednia spadła. Cyknąłem tam parę zdjęć. Później dwie kiełbaski i 20.40 do domu. Wreszcie chłodno : )) Na powrocie średnia wzrosła z 23,5 do 24,4 Zdjęcia zachodzącego słońca na ścieżce rowerowej - 21.10
Wyjechałem 17.40 z domu, pierwszy raz trening w spd. Ogólnie duszno dzisiaj strasznie. W Kurozwękach przesunąłem bloki na maxa do przodu ale i tak na razie mam wrażenie, że powinny być jeszcze bardziej z przodu. Spostrzeżenia na razie takie, że na podjazdach można szybciej podjechać, a na ile szybciej się w nich jedzie ciężko mi ocenić, bo przesiadłem się z 800gramowych kloców na 400gramowe slicki, więc na samych oponach różnica kolosalna. Niby pewnie mi się jeździ, wpinanie i wypinanie idzie coraz lepiej, ale przed krzyżówkami czy biegnącymi psami, na razie wypinam się wcześniej na wszelki wypadek. Zestaw: Buty - DMT Magic czarne 43 Pedały - Cranki SL srebrne + niebieska sprężyna
Obudzony przez budzik o godzinie 8.00 odczytałem esa od Damiana, że pada i nie jedzie, więc poszedłem spać dalej : ( Koło 14.30, po obiedzie miałem zamiar zebrać się na godzinkę na rower : ) Nikt nie odbierał, albo nie chciał wyjść, przed 15 masti się pytał czy idę. Wyjechaliśmy 15.45 ujechaliśmy 2km i powrót by napompować dętkę. Znowu dziwna sprawa znikania powietrza widzę będzie ... Do cmentarza razem później sam ^ ^ Temperatura taka sobie - ~19c, tyle, że raz słońce świeciło raz nie : ( Powrót z Chańczy przy temperaturze 13c i krótkich spodenkach ^ ^ Ale widziałem kolesia w całym krótkim po cywilu, stwierdziłem, że jest ... i od razu zrobiło mi się cieplej. Ja chociaż rękawki miałem.
Podjazdy siłowo i widzę, że trzeba poćwiczyć szybkościówki na szosie.
hmm, bez sił. Ogolnie noga podawała przez 0,5h - od 1,5h do 2h, a przez resztę czasu nie. Jakoś bez sił, ale jutro będzie lepiej. Sporo asfaltu dzisiaj.
Miałem jechać 12.30, pojechałem po 14 bo jakoś ciężko mi się było samemu zebrać ... Miało być krótko a wyszło trochę dłuzej : ) Pierwszej 1,5h ok, później czułem głód, bo nie jadłem przed jazdą obiadu <stupid> Najpierw 1h po lesie drózkami, później leśna autostrada : )
Czuć różnicę miedzy Ralphami po 420gram, czy nawet wersją 2.25 na drucie a martketowymi : )
Rana miałem jechać z Pawłem, oczywiście zaspałem bo zamiast wstać 8.30 wstałem 9.30 ... Pogoda rano nie zachęcała 10c i duży wiatr, zreszta Paweł zrezygnował z treningu. Zmieniłem więc opony na marketowe ; ) i udałem się na basen - 90 basenów w 62 minuty :)
Jak wróciłem pogoda się poprawiła, więc mimo braku sił nie odpuściłem lekkiego, bo lekkiego ale treningu : ).
Pozniej jeszcze z 10 km po mieście tu i ówdzie.
Przy okazji Pogoń Staszów wygrała z Wisłą Sandomierz 2:1 :)
wróciłem 12.30 do domu po lekcjcach ale jakoś ciężko się było zebrać, szczególnie samemu.. posiedziałem na dworze i o 16 po obiedzie się zebrałem. Od Chańczy do Stopnicy maskara z wiatrem i pogoda wyglądała jakby miało padac, ale Infobot się nie pomylił i nie padało : ). Dość mocno dzisiaj : )